Kino
Wiadmości związane z tematem 'Kino' - strona: 6
Będzie dużo więcej kin na Dolnym Śląsku. Dużych kin Multipleksy coraz częściej powstają w miastach średniej wielkości. W Legnicy i Lubinie działa Helios, a w październiku pierwsze kino wielosalowe w Wałbrzychu otworzy Cinema City
10-09-10 Gazeta.pl Wrocław
Będzie dużo więcej kin na Dolnym Śląsku. Dużych kin Multipleksy coraz częściej powstają w miastach średniej wielkości. W Legnicy i Lubinie działa Helios, a w październiku pierwsze kino wielosalowe w Wałbrzychu otworzy Cinema City
10-09-10 Gazeta.pl Wrocław
Święty interes Kolejny polski film, który można by uznać dobrze się zapowiadał. Produkcja Macieja Wojtyszki, która weszła niedawno do kin pozostawia jednak wiele do życzenia.
Dwójka braci po śmierci ojca dowiaduje się, iż cały majątek jaki został im zapisany to stara stodoła wraz z jej zawartością (stary samochód oraz kilka rzeźb). Z racji ich problemów finansowych wpadają na pomysł, by sprzedać auto. Po drodze dowiadują się, że auto mogło należeć do ojca świętego Jana Pawła II. I właśnie w tym momencie cała akcja nabiera rozpędu, kończąc się w bardzo zaskakujący sposób.
Nie jestem zwolenniczką polskich produkcji, ponieważ uważam, że są jedną wielką kaszaną. Za czasów takich filmów jak: "Kilerów 2", czy "Dzień świra", było się z czego pośmiać i oglądanie miało sens. Jednak teraz polskie filmy komediowe to dno. Ukazują jedynie tragiczny obraz społeczeństwa polskiego zamieszkującego wsie oraz ich brak obycia w życiu. "Święty Interes" mogę zaliczyć do jednych z tych, które swoim istnieniem nie ukazują nic ciekawego na czym, by można było oko zawiesić. Na dodatek cała fabuła to jakaś bajeczka, która przyprawia o mdłości. Jedynym plusem może być występ Piotra Adamczyka, który niejako swoją osobą delikatnie ratuje ten film, bo sam powoduje kilka komicznych sytuacji.
Ale to by było na tyle dobrego co mogę napisać. Może są ludzie, którzy potrafią się śmiać z polskiego społeczeństwa żyjącego sto lat za murzynami, jednak ile można się z tego śmiać. W końcu robi się to "obrzydliwie obrzydliwe". Tak naprawdę w sumie na tym mogę skończyć moją recenzję, bo nic dobrego więcej nie wydobędę, a pisanie " ależ to ble" nie ma większego sensu. Myślę, że to co tutaj zawarłam przedstawi niejako sytuację i pokaże, że nie warto wydawać pieniędzy na bilet, lepiej poczekać, aż film będzie na DVD.
Autor: Ania K.
OCENA: 5/10
Zdjęcie: Kino Świat
Źródło: Święty interes
czytaj dalej
10-09-07 Hitosfera
Święty interes Kolejny polski film, który można by uznać dobrze się zapowiadał. Produkcja Macieja Wojtyszki, która weszła niedawno do kin pozostawia jednak wiele do życzenia.
Dwójka braci po śmierci ojca dowiaduje się, iż cały majątek jaki został im zapisany to stara stodoła wraz z jej zawartością (stary samochód oraz kilka rzeźb). Z racji ich problemów finansowych wpadają na pomysł, by sprzedać auto. Po drodze dowiadują się, że auto mogło należeć do ojca świętego Jana Pawła II. I właśnie w tym momencie cała akcja nabiera rozpędu, kończąc się w bardzo zaskakujący sposób.
Nie jestem zwolenniczką polskich produkcji, ponieważ uważam, że są jedną wielką kaszaną. Za czasów takich filmów jak: "Kilerów 2", czy "Dzień świra", było się z czego pośmiać i oglądanie miało sens. Jednak teraz polskie filmy komediowe to dno. Ukazują jedynie tragiczny obraz społeczeństwa polskiego zamieszkującego wsie oraz ich brak obycia w życiu. "Święty Interes" mogę zaliczyć do jednych z tych, które swoim istnieniem nie ukazują nic ciekawego na czym, by można było oko zawiesić. Na dodatek cała fabuła to jakaś bajeczka, która przyprawia o mdłości. Jedynym plusem może być występ Piotra Adamczyka, który niejako swoją osobą delikatnie ratuje ten film, bo sam powoduje kilka komicznych sytuacji.
Ale to by było na tyle dobrego co mogę napisać. Może są ludzie, którzy potrafią się śmiać z polskiego społeczeństwa żyjącego sto lat za murzynami, jednak ile można się z tego śmiać. W końcu robi się to "obrzydliwie obrzydliwe". Tak naprawdę w sumie na tym mogę skończyć moją recenzję, bo nic dobrego więcej nie wydobędę, a pisanie " ależ to ble" nie ma większego sensu. Myślę, że to co tutaj zawarłam przedstawi niejako sytuację i pokaże, że nie warto wydawać pieniędzy na bilet, lepiej poczekać, aż film będzie na DVD.
Autor: Ania K.
OCENA: 5/10
Zdjęcie: Kino Świat
Źródło: Święty interes
czytaj dalej
10-09-07 Hitosfera
Niezniszczalni Przyznam się, że zaraz po filmie ogarnął mnie Wielki Smutek. I ten okrutnik trzymał mnie aż do tego momentu, czyli pisania kilka wierszy na temat "Niezniszczalnych". Otóż bohaterowie mojego dzieciństwa, wczesnej młodości okazali się zwykłymi postaciami w przeciętnym filmie. Szczerze mówiąc nie podejrzałem wcześniej nigdzie oceny filmu, nie czytałem żadnej recenzji. Moje zdanie na temat tego głośnego tytułu jest po prostu moje i dopiero później sprawdzę sobie jak opiniowała reszta część społeczności filmowej.
Na "Niezniszczalnych" jak pewnie wielu z Was, czekałem już bardzo długo. Wzmianki o filmie przecież ukazały się bardzo wcześnie, wywołując uśmiech na twarzy i ślinotok jednocześnie. Gdy z biegiem czasu poznawaliśmy kolejne twarze, które pojawią się w filmie ślina była już na kapciach lub w okolicach skarpetek. Ostatecznie film może się pochwalić takimi asami kina akcji jak: Sylvester Stallone (również reżyser i scenarzysta), Dolph Lundgren, Mickey Rourke, Bruce Willis, Arnold Schwarzenegger, Eric Roberts czy młodszymi kolegami po fachu: Jason Statham, Jet Li, Steve Austin, Randy Couture. Jest pysznie prawda? A wyobraźcie sobie, że w planach byli jeszcze: Kurt Russell, Steven Seagal, Jean-Claude Van Damme, Wesley Snipes! Ale niestety panowie zrezygnowali z sobie znanych powodów. To tyle jeśli chodzi o obsadę.
No i to jest główny atut tego filmu - aktorzy. Stallone chciał zadać mocny cios w fanów kina lat 80-tych i 90-tych i głównie ich zaprosić do kin. A przecież jest nas nie tak mało prawda? Amatorzy archaicznego nośnika VHS wspominają z łezką w oku takie tytuły jak "Rambo", "Tango i Cash", "Człowiek Demolka", "Uniwersalny żołnierz", "Punisher", "Szklana pułapka", "Ostatni skaut", "Szakal", "Terminator", "Commando", "Predator", "Pamięć absolutna", "Prawdziwe kłamstwa" i wiele, wiele innych. Wszystkie te tytuły cechowała wartka akcja, strzelaniny, wybuchy, wali wręcz, popisy kaskaderskie i napięcie do ostatnich chwil. Nie ma co ukrywać, że panowie z tych produkcji przeszli do historii już za życia jako główni przedstawiciele kina akcji, a widzowie ich po prostu pokochali. Stallone chciał zaznać tej specyficznej miłości raz jeszcze. Co wyszło z tych zalotów?
Tytułowi "Niezniszczalni" to grupa kilku osób stworzona do zadań specjalnych. Najemnicy stworzeni do zabijania i radzenia sobie w każdych możliwych warunkach. Pewnego dnia dostają zadanie, które z pozoru wydaje się tylko rutynowe, natomiast z czasem okazuje się, że wcale takie nie będzie. Nad fabułą nie ma co się rozpisywać, gdyż jest tania jak zupka chińska. Oceniam ją na jakieś 1,40 zł, czyli nic wyszukanego. I żeby była jasność - jaka cena, taka jakość.
Ale mimo to odpuszczam na tym szczeblu, gdyż filmy z dawnych lat również pomysłowością (z pewnymi wyjątkami) nie grzeszyły. Przecież idąc do kina na "Niezniszczalnych" nie oczekujemy zadumy i kontemplacji, prawda?
Nas, poczciwych fanów kina akcji, przyciągnęła ta właśnie (no dobra, nazwiska też). I na początku jest całkiem nieźle, dostajemy w sumie to co widzieliśmy w trailerach (co już mnie zaczęło martwić). Potem jest spokojniej, następnie reżyser jeszcze trochę zwalnia, później dohamowuje troszeczkę i na koniec BUM! TRACH! PIF PAF! CIACH! WOW! I koniec filmu.
Tak bym to właśnie krótko określił.
Widz jest na początku nieźle nakręcony (myśli: jest dobrze!). Jednak potem czuje się zawiedziony, trochę uśpiony (myśli: znów dałem się nabrać) i na koniec pobudka, adrenalina rośnie bo rzeź jest niemała (myśli: no nareszcie!). Ale przez to stonowanie pomiędzy początkiem a końcem filmu mamy za dużo czasu na myślenie co nie jest dobre dla kina akcji, które ma dostarczyć czystą rozrywkę w postaci strzelania, siekania, wysadzania i mordobicia.
Ja przynajmniej nie poczułem tego mega kopa, nie przejechałem się szybką kolejką górską, nikt też nie zabrał mnie na niesamowitą i wstrząsającą eskapadę. Było po prostu...normalnie.
Aktorzy zagrali całkiem wiarygodnie. Zapewne jeden chciał być lepszy od drugiego, więc dali z siebie wiele, a na pewno najwięcej Sly, który kondycję fizyczną ma naprawdę niezłą. Arnold dostał małą rolę i jak na gubernatora przystało, nie wygłupiał się już tarzając w błocie czy biegając za oprychami, jego scena miała być po prostu zabawna. Bruce tak samo, fajnie jest usłyszeć jego śmiech i zobaczyć ten ironicznych uśmieszek, ale rolę ma epizodyczną. Dolph moim zdaniem wypadł znakomicie i dobrze wpasował się w psychola-zabójcę. Statham zagrał postać jaką kreował już nie raz w innych tego typu filmach, Rourke pomimo rzadkich występów pokazał kunszt aktorski a nie mięśnie. Jet Li potrafi znacznie więcej niż to co oglądałem, więc moim zdaniem trochę go zaniedbali. Reszta to tylko tło, więc sobie daruję.
A teraz wyjaśnię, że smutny byłem, gdyż film moim zdaniem nie wrócił do korzeni jak obiecywał Stallone. Nie cofnąłem się w czasie, nie popłakałem się jak bóbr ze szczęścia i zachwytu. Z przykrością stwierdzam, że to nie to samo kino co 20 lat temu. Ale z drugiej strony...może kino to samo tylko ja już nie ten?
Autor: Bartosz Studenny
OCENA: 7/10
(ocena została podniesiona o oczko wyżej z uwagi na obsadę)
Zdjęcie: Wikipedia
Źródło: Niezniszczalni
czytaj dalej
10-08-30 Hitosfera
Niezniszczalni Przyznam się, że zaraz po filmie ogarnął mnie Wielki Smutek. I ten okrutnik trzymał mnie aż do tego momentu, czyli pisania kilka wierszy na temat "Niezniszczalnych". Otóż bohaterowie mojego dzieciństwa, wczesnej młodości okazali się zwykłymi postaciami w przeciętnym filmie. Szczerze mówiąc nie podejrzałem wcześniej nigdzie oceny filmu, nie czytałem żadnej recenzji. Moje zdanie na temat tego głośnego tytułu jest po prostu moje i dopiero później sprawdzę sobie jak opiniowała reszta część społeczności filmowej.
Na "Niezniszczalnych" jak pewnie wielu z Was, czekałem już bardzo długo. Wzmianki o filmie przecież ukazały się bardzo wcześnie, wywołując uśmiech na twarzy i ślinotok jednocześnie. Gdy z biegiem czasu poznawaliśmy kolejne twarze, które pojawią się w filmie ślina była już na kapciach lub w okolicach skarpetek. Ostatecznie film może się pochwalić takimi asami kina akcji jak: Sylvester Stallone (również reżyser i scenarzysta), Dolph Lundgren, Mickey Rourke, Bruce Willis, Arnold Schwarzenegger, Eric Roberts czy młodszymi kolegami po fachu: Jason Statham, Jet Li, Steve Austin, Randy Couture. Jest pysznie prawda? A wyobraźcie sobie, że w planach byli jeszcze: Kurt Russell, Steven Seagal, Jean-Claude Van Damme, Wesley Snipes! Ale niestety panowie zrezygnowali z sobie znanych powodów. To tyle jeśli chodzi o obsadę.
No i to jest główny atut tego filmu - aktorzy. Stallone chciał zadać mocny cios w fanów kina lat 80-tych i 90-tych i głównie ich zaprosić do kin. A przecież jest nas nie tak mało prawda? Amatorzy archaicznego nośnika VHS wspominają z łezką w oku takie tytuły jak "Rambo", "Tango i Cash", "Człowiek Demolka", "Uniwersalny żołnierz", "Punisher", "Szklana pułapka", "Ostatni skaut", "Szakal", "Terminator", "Commando", "Predator", "Pamięć absolutna", "Prawdziwe kłamstwa" i wiele, wiele innych. Wszystkie te tytuły cechowała wartka akcja, strzelaniny, wybuchy, wali wręcz, popisy kaskaderskie i napięcie do ostatnich chwil. Nie ma co ukrywać, że panowie z tych produkcji przeszli do historii już za życia jako główni przedstawiciele kina akcji, a widzowie ich po prostu pokochali. Stallone chciał zaznać tej specyficznej miłości raz jeszcze. Co wyszło z tych zalotów?
Tytułowi "Niezniszczalni" to grupa kilku osób stworzona do zadań specjalnych. Najemnicy stworzeni do zabijania i radzenia sobie w każdych możliwych warunkach. Pewnego dnia dostają zadanie, które z pozoru wydaje się tylko rutynowe, natomiast z czasem okazuje się, że wcale takie nie będzie. Nad fabułą nie ma co się rozpisywać, gdyż jest tania jak zupka chińska. Oceniam ją na jakieś 1,40 zł, czyli nic wyszukanego. I żeby była jasność - jaka cena, taka jakość.
Ale mimo to odpuszczam na tym szczeblu, gdyż filmy z dawnych lat również pomysłowością (z pewnymi wyjątkami) nie grzeszyły. Przecież idąc do kina na "Niezniszczalnych" nie oczekujemy zadumy i kontemplacji, prawda?
Nas, poczciwych fanów kina akcji, przyciągnęła ta właśnie (no dobra, nazwiska też). I na początku jest całkiem nieźle, dostajemy w sumie to co widzieliśmy w trailerach (co już mnie zaczęło martwić). Potem jest spokojniej, następnie reżyser jeszcze trochę zwalnia, później dohamowuje troszeczkę i na koniec BUM! TRACH! PIF PAF! CIACH! WOW! I koniec filmu.
Tak bym to właśnie krótko określił.
Widz jest na początku nieźle nakręcony (myśli: jest dobrze!). Jednak potem czuje się zawiedziony, trochę uśpiony (myśli: znów dałem się nabrać) i na koniec pobudka, adrenalina rośnie bo rzeź jest niemała (myśli: no nareszcie!). Ale przez to stonowanie pomiędzy początkiem a końcem filmu mamy za dużo czasu na myślenie co nie jest dobre dla kina akcji, które ma dostarczyć czystą rozrywkę w postaci strzelania, siekania, wysadzania i mordobicia.
Ja przynajmniej nie poczułem tego mega kopa, nie przejechałem się szybką kolejką górską, nikt też nie zabrał mnie na niesamowitą i wstrząsającą eskapadę. Było po prostu...normalnie.
Aktorzy zagrali całkiem wiarygodnie. Zapewne jeden chciał być lepszy od drugiego, więc dali z siebie wiele, a na pewno najwięcej Sly, który kondycję fizyczną ma naprawdę niezłą. Arnold dostał małą rolę i jak na gubernatora przystało, nie wygłupiał się już tarzając w błocie czy biegając za oprychami, jego scena miała być po prostu zabawna. Bruce tak samo, fajnie jest usłyszeć jego śmiech i zobaczyć ten ironicznych uśmieszek, ale rolę ma epizodyczną. Dolph moim zdaniem wypadł znakomicie i dobrze wpasował się w psychola-zabójcę. Statham zagrał postać jaką kreował już nie raz w innych tego typu filmach, Rourke pomimo rzadkich występów pokazał kunszt aktorski a nie mięśnie. Jet Li potrafi znacznie więcej niż to co oglądałem, więc moim zdaniem trochę go zaniedbali. Reszta to tylko tło, więc sobie daruję.
A teraz wyjaśnię, że smutny byłem, gdyż film moim zdaniem nie wrócił do korzeni jak obiecywał Stallone. Nie cofnąłem się w czasie, nie popłakałem się jak bóbr ze szczęścia i zachwytu. Z przykrością stwierdzam, że to nie to samo kino co 20 lat temu. Ale z drugiej strony...może kino to samo tylko ja już nie ten?
Autor: Bartosz Studenny
OCENA: 7/10
(ocena została podniesiona o oczko wyżej z uwagi na obsadę)
Zdjęcie: Wikipedia
Źródło: Niezniszczalni
czytaj dalej
10-08-30 Hitosfera